Morał z „Czerwonego Kapturka”? Wilk nie powinien chodzić po lesie sam

Poniżej przeczytacie przykład analizy Czerwonego Kapturka z tak zwanej perspektywy „marsjańskiej”. Zdecydowałem się go umieścić na blogu, ponieważ jak pokazuje moje doświadczenie powszechne jest przekonanie, że to jak ludzie budują relacje zależy od ich kompetencji komunikacyjnych. W moim odczuciu jest jednak inaczej i przykłady, które znam pokazują, że sposób wchodzenia w relację zależy przede wszystkim od tych części osobowości, które świadomie lub nie zamiatane są pod przysłowiowy dywan.

Te rozważania pewnie i byłyby zabawne, gdyby nie fakt, że są napisane przez jednego z bardziej cenionych psychoterapeutów jacy w ogóle chodzili po Ziemi. Stwierdza on wprost, że Czerwone Kapturki istnieją niestety naprawdę i bywają pacjentami gabinetów psychoterapeutycznych. To jeden z przykładów na to, że bajki usłyszane w dzieciństwie określają nasz sposób budowania relacji. Poniżej zamieszczam fragment książki, w której Eric Berne zaleca patrzeć na świat z perspektywy Marsjanina. Czyli wszystkiemu się dziwić w taki sposób jakbyś pochodził z innej planety i nie rozumiał, co się dzieje wokół Ciebie. Oznacza to zadawanie pytania nawet wtedy, kiedy dana rzecz wydaje się nam oczywista. Od siebie dodam, że zwłaszcza wtedy, gdyż oczywiste rzeczy najczęściej ukrywają nieoczywiste perspektywy.

„Pewnego dnia mama wysłała Czerwonego Kapturka z jedzeniem do babci. Droga wiodła przez las i Czerwony Kapturek spotkał tam wilka. Cóż to za matka, która wysyła małą dziewczynkę samą do lasu, w którym żyją wilki? Dlaczego matka nie poszła tam sama lub razem z córką? Jeśli babcia była aż tak niedołężna, to dlaczego córka pozostawiła ją samą w domku na odludziu? Jeśli nawet Czerwony Kapturek musiał tam iść, to dlaczego babcia nie ostrzegła go, by nie zatrzymywał się i nie rozmawiał z wilkami? Z tej historii jasno wynika, że Czerwonego Kapturka nigdy nie ostrzegano, że to może być niebezpieczne. Żadna matka chyba nie jest aż tak głupia. Może więc ta po prostu nie interesowała się wcale losem córki czy wręcz liczyła na to, że jej się pozbędzie? Ale też żadna mała dziewczynka nie jest aż tak głupia jak Czerwony Kapturek. Jak Czerwony Kapturek mógł patrzeć na oczy, uszy, zęby i pazury wilka i myśleć, że to babcia? Dlaczego nie uciekł stamtąd co sił w nogach? Czyż nie był podły wypełniając brzuch wilka kamieniami? W każdym razie normalnie myśląca dziewczynka po rozmowie z wilkiem, nie przerywając zrywania kwiatów, zapewne powiedziałby do siebie: „Jeśli nie sprowadzę szybko pomocy, to ten skurczybyk na pewno pożre mi babcię”.
Nawet babcia i myśliwy wydają się podejrzani. Jeśli spróbujemy teraz potraktować owe dramatis personae jak zwykłych ludzi, z których każdy kieruje się własnym skryptem, dostrzeżemy, jak dobrze (z marsjańskiego punktu widzenia) pasują do siebie ich osobowości.
1. Matka najwyraźniej próbuje „przypadkowo” pozbyć się córki albo przynajmniej uzasadnić możliwość powiedzenia w finale: „Czyż to nie okropne? W dzisiejszych czasach nie można nawet przejść się do parku, nie spotykając jakiegoś wilka”.
2. Wilk miast pożerać zające i inne zwierzęta zwodzi sam siebie i z pewnością wie, że w ten sposób źle skończy. Sam więc chce wpakować się w kłopoty. Najwyraźniej w młodości czytywał Nietzschego lub kogoś o podobnych zapatrywaniach (skoro potrafi mówić i zawiązać sobie czepek, dlaczegóż nie miałby umieć czytać?), a jego motto brzmi zapewne mniej więcej następująco: „Żyj niebezpieznie, umrzyj chwalebnie”
3. Babcia żyje samotnie i drzwi do swojej chatki pozostawia niezamknięte. Może czeka, aż wydarzy się coś interesującego, coś co nie mogłoby się wydarzyć, gdyby żyła wśród ludzi? Może właśnie dlatego nie przeprowadziła się z nimi lub przynajmniej nie zamieszkała bliżej. Zapewne jest jeszcze wystarczająco młoda, by pałać żądzą przygody – Czerwony Kapturek jest przecież małą dziewczynką.
4. Myśliwy jest rzecz jasna wybawicielem, który lubi znęcać się nad pokonanymi przeciwnikami z pomocą słodkich małych dziewczynek; typowy skrypt dojrzewającego.
5. Czerwony Kapturek informuje wilka wprost, gdzie mogą spotkać się ponownie a nawet wchodzi mu do łóżka. Jasne, że gra w „Gwałciciela” i jest całkiem zadowolony z przebiegu wypadków.

Sedno sprawy leży w tym, że wszyscy bohaterowie tej bajki szukają przygód za wszelką cenę. Jeśli wziąć pod uwagę to, co pozornie zyskują w ostatecznym rozrachunku, cała historia ma na celu wrobienie biednego wilka poprzez utwierdzanie go w mniemaniu, iż wszystkich zdołał przechytrzyć. Czerwony Kapturek używany jest w charakterze przynęty. Wobec tego morałem tej historii nie jest to, iż niewinne dziewice powinny trzymać się z dala od lasów, w których czyhają wilki, lecz że wilki powinni trzymać się z dala od niewinnie wyglądających dziewic i ich babć. Krótko mówiąc wilk nie powinien chodzić po lesie sam. Staje też przed nami równie interesujące pytanie: „Co porabiała matka pozbywszy się na cały dzień Czerwonego Kapturka?” Jeśli wszystko to wydaje się nam cyniczne lub krotochwilne, zastanówmy się nad tym co może spotkać Czerwonego Kapturka w realnym świecie. Podstawowym pytaniem jest: Jakim człowiekiem stanie się Czerwony Kapturek, mając taką matkę i przeżywszy takie przygody?”

Jeżeli chcecie więcej, polecam książkę „Dzień dobry i co dalej”, napisaną przez Erica Berne’a. Ostrzegam jednak, że momentami jest wstrząsająca i może wywołać przedefiniowanie sposobu myślenia o rzeczach, które do tej pory były oczywiste. Tak czy inaczej, polecam raczej być ostrożnym w czytaniu dzieciom „Czerwonego Kapturka”.

Spread the word. Share this post!

Leave A Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *