Jak twój pradziad zdecydował o tym, jak właśnie zagłosowałeś

Cześć, masz wybór czy chcesz ten materiał obejrzeć w formie video, wysłuchać go lub po prostu przeczytać jako wpis poniżej.

Uważam, że traumy naszych pradziadków mają większy wpływ na nasze codzienne życie, niż nam się wydaje. Myślę, że mają wpływ na wszystkie ważne decyzje, jakie podejmujemy, nawet na to, jak przed chwilą głosowaliśmy w wyborach. I chociaż lubię mieć poczucie, że mam wpływ na moje życie, to jednak mam świadomość, że niestety ten wpływ najpierw trzeba odzyskać. Dopóki bowiem nie dostrzeżemy mechanizmu własnego funkcjonowania, z którego nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy, dopóty jesteśmy pod jego przemożnym wpływem. Możemy wtedy opowiadać historie o tym jak bardzo jesteśmy racjonalni i jednocześnie dziwić się, dlaczego pewne rzeczy spotykają właśnie nas a nie innych. Prędzej jakąś sytuację przypiszemy losowi, Bogu lub po prostu pechowi, ale w żadnym razie nie pomyślimy, że za tą sprawą stoi ukryty głęboko w nas mechanizm, z którego nie zdajemy sobie sprawy.
Co o tym myślicie? Zgadzacie się z tym czy nie? W tym artykule będę próbował pokazać ten mechanizm na przykładzie decyzji wyborczej, którą za chwilę będziemy podejmować.

Jazda tramwajem powoduje, że lubię się zastanawiać, jak mógłby wyglądać świat bez traum w ludzkich umysłach. Jak wyglądałaby wtedy ta ulica, ta twarz, to miasto i ten kraj?
Jestem przekonany, że większość ludzi myśli, że traumy to coś, co przydarza się tylko niektórym i że na szczęście większość z nas jest od nich wolna. Niestety wiedza, którą mam każe mi myśleć w zupełnie inny sposób. Wyniki badań naukowych są niestety w tym względzie dla nas w równym stopniu szokujące, co nieubłagane. Fakty są bowiem takie, że ilość cierpienia i traum, jakie spotkały Twoich dziadków, pradziadków i rodziców i to, w jakim stopniu zdołali się z nich uzdrowić, wpływa na to, w jaki sposób myślisz i postrzegasz świat. Wpływa na to, jaką decyzję podejmiesz zarówno w sprawach o małej wadze, ważniejszych jak i tych kluczowych dla Twojego życie.

Polecam Ci zapoznać z wywiadem pani profesor Jadwigi Jośko Ochojskiej (link na dole artykułu), która opowiada o najnowszych badaniach genetycznych dotyczących traumy. Dla mnie, jako terapeuty mającego na co dzień kontakt z ludźmi potrzebującymi uwolnić swoją traumę są po prostu wstrząsające. Pomimo faktu, że od dłuższego czasu podejrzewałem, że tak właśnie jest, to wyniki tych badań po prostu wbijają fotel. Co takiego mówią? W wyniku badań genetycznych wiemy, że traumy doznane przez naszych pradziadków powodują zmiany w... naszej korze mózgowej i układzie nerwowym. Czyli tak naprawdę zmieniają nasz sposób myślenia i zachowania.

Badania mówią jasno: dziedziczymy traumy naszych przodków do 3 pokoleń wstecz. Do tej pory, choć w literaturze fachowej pisano o tym od dawna, nie mieliśmy tak mocnego potwierdzenia. Badania te bowiem wykonano przyglądając się genom. Życie z traumą ma bardzo różne konsekwencje, pozwólcie, że poświęcę temu inny odcinek/artykuł. Dzisiaj skupię się tylko na konsekwencjach związanych z wyborami.

Jeden z największych specjalistów w dziedzinie traumy, Peter Levine zauważył, że niestety więcej o uzdrawianiu traumy wiedzą szamani pierwotnych kultur niż specjaliści w naszej cywilizacji.
Szkoda, bo życie z traumą uświadomioną lub nie bardzo mocno wpływa nie tylko na osobę straumatyzowaną, ale również na jej bliższe i dalsze otoczenie. Z tego właśnie powodu, wojownik celtycki wracający z wojny nie miał prawa wstępu do własnej wioski. Dopóki nie przeszedł specjalnego kilkutygodniowego rytuału, był dla swojej rodziny i sąsiadów żołnierzem z nieugaszonym koszmarem wojny w swojej głowie. Po rytuale, w którym uczestniczyła cała wioska, na powrót stawał się mężem, ojcem i sąsiadem. Tamte kultury miały w sobie mądrość, która pozwalała zauważyć, że bez uzdrowienia traum nie jesteśmy już tacy sami, będziemy mieli kłopot z realizacją własnego potencjału, co wpłynie na całą społeczność.

I jak sobie tak patrzę na obecna sytuację polityczną to dosyć łatwo wytłumaczyć mi to, co się dzieje poprzez mechanizm nieuzdrowionych traum. Co więcej mechanizmy obronne powstałe w wyniku traumy stają się dla mnie zauważalne już nie tylko na poziomie jednostki ale na poziomie całego narodu.

Jednym z tych mechanizmów jest tzw. dysocjacja czyli, oddzielenie, odłączenie. Osoba będąca ofiarą tortur, czy molestowania może doświadczyć oddzielenia na poziomie własnego ciała. Żeby było jej łatwiej znieść koszmar, w którym się znalazła, może odłączyć odczuwanie lub nawet świadomość tego co się dzieje. W skrajnej sytuacji może wyprzeć nawet traumę ze świadomości i jej po prostu nie pamiętać. I wiecie co, kiedy patrzę sobie na to, co dzieje się w naszym społeczeństwie w kontekście wyborów, dostrzegam ten sam mechanizm, tyle, ze w skali makro, na poziomie całego narodu. Oczywiście jest to tylko moja interpretacja. W żadnym razie nie chcę też ci jej narzucać. Po prostu potraktuj to jako co najwyżej inspirację i punkt wyjścia do dalszych refleksji na ten temat. Dla mnie formą dysocjacji, oddzielenia się od tego, co się dzieje jest poziom zaangażowania w wybory. Tylko ok. 40-55% uprawnionych do głosowania bierze w nich udział. Nawet jeśli przekroczyliśmy poziomi 60%, to jak to możliwe, że aż 40% nie jest zainteresowanych co się z nimi będzie dalej działo w kontekście polityki?

Wiecie co słyszę od ludzi, którzy nie chodzą na wybory? „Jestem ponad to, jestem na etapie rozwoju duchowego i tak przyziemne kwestie mnie nie dotyczą”. „Nie ubrudzę się polityką, w ogóle mnie to nie dotyczy”. „Nie mam na to wpływu”. Dla mnie to przykłady dysocjacji widocznej już nie na poziomie jednostki, ale całego narodu.

Powiem wprost, brak poczucia sprawczości na własne życie w tak istotnej kwestii, jak to jak chcę ukształtować miejsce, którym żyję jest sprawą wymagającą uzdrowienia. Co ciekawe, jestem przekonany, że te same osoby oddają przysłowiowe 10 zł co roku na Orkiestrę Owsiaka, Caritas czy inną zbiórkę. Tutaj jakoś czujemy wpływ na rzeczywistość, wiemy, że siła tkwi we wspólnocie i te 10 zł w efekcie komuś konkretnemu bardzo pomogą. W czym tkwi różnica? Zobaczcie, jak z pokolenia na pokolenie trudno nam było mieć poczucie wpływu na własną państwowość. Okresy niewoli, powstania, wojny, komunizm. Przez lata nasi przodkowie doznawali na tym polu traum, przekonywali się, jak trudno im wpłynąć na kształt i rozwój własnego państwa. W końcu nauczyli się, że maja ograniczoną możliwość wpływu na to, dzieje się z krajem, w którym żyją. Zatem nauczyliśmy się jako naród funkcjonować w poczuciu oddzielenia od własnego kraju. I to jest sytuacja, która moim zdaniem wymaga uzdrowienia.

Kolejnym mechanizmem, który pozwoliłem sobie przenieść z jednostki na cały naród, jest polaryzacja tego, co widzimy. Kiedy spotykamy kogoś, kto postrzega jakiś temat w czarno-biały sposób, również dostajemy informację o tym, że to mechanizm obroonny powstały na skutek cierpienia. Świat nie jest bowiem czarno biały i postrzeganie: "kto nie jest z nami, jest przeciwko nam” nie pozostawia miejsca dla większości, która jest pośrodku, ale ani nie jest za, ani też nie jest wyraźnie przeciw. Traktowanie przykładowo Niemców, albo gejów, jako złych nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Zarówno bowiem geje, jak i Niemcy to olbrzymia różnorodność ludzi, zarówno dobrych jak złych. A w zasadzie schodząc na jeszcze głębszy poziom, to każdy z nich ma w sobie coś zdrowego i coś do uzdrowienia. Zatem takie upraszczanie często jest wynikiem umysłu, który działa w dużym stresie, a w naszym przypadku bardzo prawdopodobne, że został straumatyzowany cierpieniem naszego pradziadka.

Mój przyjaciel opowiedział mi kiedyś jak bardzo zaskoczyła go jego własna reakcja. Wyobraźcie sobie, rzecz dzieje się niedawno, może jakieś dwa lata temu. Tankuje samochód i obok do dystrybutora podjeżdża samochód osobowy z niemiecką rejestracją. Przyjaciel spojrzał na drzwi samochódu i …zamarł w przerażeniu. Na drzwiach było logo bundeswehry. Do dzisiaj trudno mu zrozumieć swoją reakcję. Niemców uważa za przyjaciół. Nie zna ich wielu, ale kilku z nich, których zna, szczerze podziwia i utrzymuje z nimi serdeczne stosunki. Nigdy nie spotkało go nic złego z ich strony, ani ze strony niemieckiego wojska, o którym nie wie praktycznie nic. Kiedy jednak cywilny, najwyraźniej służbowy samochód Bundeswehry wjechał na stację benzynową, na chwilę jego życie stanęło w miejscu. Po prostu zamarł na widok krzyża Bundeswehry. Dla mnie to bardzo wyraźny dowód na dziedziczenie traum. Dla niego Niemcy to sojusznicy, mieszkańcy tej samej Europy, jednak jego dziadkowie zaznali wielu cierpień w czasie drugiej wojny światowej i nie raz musieli chować się na widok tak oznaczonych pojazdów. Chcę przez to powiedzieć, że w sytuacji traumatycznej musimy generalizować. Nie zastanawiamy się, czy nasz oprawca ma psa, kocha swoją rodzinę i jakiej słucha muzyki. Po prostu jest oprawcą. Kłopot zaczyna się jednak wtedy, kiedy trauma po spotkaniu z oprawcą zostaje i żyje w nas pod powierzchnią świadomości a oprawcy już dawno nie ma. Pomimo, że znika konieczność podziału świata na ofiarę i agresora, to ten czarno biały podział może w nas dalej funkcjonować.

Umysł w stresie łatwiej generalizuje, widzi świat rozszczepiony. Że jesteśmy my i że są oni. Zobaczcie, tak mniej więcej właśnie funkcjonujemy w tym momencie na poziomie narodu. Peter Levin wskazuje na różne sposoby uzdrawiania traumy. I na koniec podpowiem, że jednym z nich angażowanie się całej wspólnoty w uzdrowienie jednostki. Zauważ, że różnimy się przekonaniami (na szczęście), jednak cierpimy i zaznajemy radości w taki sam sposób. Umiejętność dostrzegania w drugim człowieku nie tyle przeciwnika politycznego co kogoś kto cierpi cieszy się w sposób podobny do mojego jest czymś, co może zbliżyć. A bliskość jest już czymś co uzdrawia traumę. Krzyk argumentu politycznego jest niczym innym niż prośbą o dostrzeżenie i uznanie. I to wzajemne uznanie, że wszyscy cierpimy, jest podstawą uzdrowienia relacji nie tylko w domu, ale również na poziomie narodu.

Link do wywiadu z p. profesor Jadwigą Jośko Ochojską

https://podyplomie.pl/psychiatria/30766,trauma-dziedziczona

Sytuacje, które mogą wywołać traumę:

uraz doznany przez matkę w okesie ciąży, trudny poród w niesprzyjających warunkach (np. zbyt silne światło, które hamuje wzrost oksytocyny), utrata najbliższcyh, choroby, wysoka gorączka, zatrucia, zranienia, upadki, wypadki, przemoc seksualna, fizyczna, emocjonalna, porzucenie, bycie świadkiem przemocy, katastrofy naturalne, procedury medyczne i dentystyczne, zabiegi chirurgiczne, operacje, narkoza, długie unieruchomienie (np. gips), poczucie bezsilności, bak możliwości wpływu na sytuację.

Spread the word. Share this post!

Leave A Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *